
Później przyszło niezwykle dramatyczne załamanie ze wszelkimi tego konsekwencjami: skandalami, bankructwami i zamieszkami. W 2009 roku, po najwiekszych rozruchach, podczas których w Rydze poleciały koktaile Mołotowa, premier Ivars Godmanic wzywał Łotyszy, aby żyli jak pingwiny, które zbijając się w stado ciepłem silniejszych ogrzewają słabsze osobniki. Nagle skończył sie łotewski sen, a zderzenie z rzeczywistością było bolesne. Stare „kredīti”, jak się mówi na Łotwie, trzeba spłacać, a z udzielaniem nowych banki już się tak nie palą.
Jak pokazały ofiacjalne dane gospodarcze, w ciągu dwóch lat, pomiędzy końcem 2007 roku, a końcem 2009 roku, produkt krajowy brutto skurczył się o 37 procent i osiągnął poziom z 2004 roku, kiedy kraj ten wchodził do Unii Europejskiej. Wszysko wówczas zaczęto od początku i przyniosło to rezultaty. Łotwa krok po kroku wychodzi z recesji, ponownie stając się europejskim prymusem. W 2012 roku łotewska gospodarka znów stała się najszybciej rozwijającą się gospodarką w Unii Europejskiej.
Ekonomiści oraz obserwatorzy zagraniczni chwalą Łotwę i społeczeństwo łotewskie, które w miarę spokojnie pogodziło się z drastycznym obniżeniem zarobków, a co za tym idzie – standardem życia, by nie doprowadzić do bankructwa Państwa.
Dzisiaj Łotwa wychodzi z recesji. Łotysze uczą się na bolesnym doświadczeniu. Odżywa przemysł, a kredyty zarówno osobom prywatnym, jak i firmom są oferowane znacznie ostrożniej. Społeczeństwo łotewskie znacznie ostrożniej patrzy na kredyty. Przedsiębiorcy kredyty przeznaczają na inwestycje i innowacje, na nowe technologie.
Następne zadanie jakie stoi przed rządem łotewskim, to zachęcić tych obywateli, którzy w latach kryzysu masowo wyjechali w poszukiwaniu pracy i lepszego życia zagranicę. To ogromnie ważne zadanie, szczególnie dla tak małego kraju jak Łotwa.