Brak postępu to cofanie się. Ta stara maksyma odpowiada również sytuacji na szeroko pojętym rynku usług, określanym jako SPA. Choć w pierwotnym znaczeniu akronim, biorący się od słów Sanus per Aquam, czyli Zdrowie przez Wodę, tyczył się zabiegów uzdrowiskowych, dziś łączy w sobie również kosmetykę i szeroki wachlarz technik relaksacyjnych.

Kosmetyczka, która uczęszcza na kursy masażu, nigdy nie osiągnie biegłości absolwenta Akademii Wychowania Fizycznego. Zajmując się wieloma specjalnościami jednocześnie nie może poświęcić praktyce tyle czasu co konkurent wyspecjalizowany w jednym kierunku. Tak samo jest z zabiegiem, określanym jako mikrodermabrazja.
Poznań mimo wszystko hołduje wyspecjalizowanym punktom, nie zaś tym, w których nietypowy dodatek stanowi ewidentną dostawkę. Rozwiązaniem wydaje się więc tworzenie spółek, zrzeszających kilku specjalistów, prowadzących wspólnie jedno centrum. W ten sposób wracamy do problemu zdrowotnych „centrów handlowych”. Przywodzi to na myśl prorocze perspektywy rozwoju handlu usługami, przed którymi drży każdy przedstawiciel small-businessu. Uzasadnienie ekonomiczno-marketingowe zdaje się jednak skutecznie gasić wszelkie kontrowersje.
Era nietypowych połączeń rodem z lat dziewięćdziesiątych odchodzi do lamusa, możemy się spodziewać stopniowego unifikowania się odrębnych gałęzi (swoista interdyscyplinarność) i znaczącego wzrostu jakości. Fakt równoczesnego podwyższania cen zapewni jednak jeszcze przez długie lata byt niejednemu drobnemu gabinetowi, z czasem dając nawet furtkę do odwrócenia sytuacji.