Ford B-Max: kilka ciekawych nowości

To nie jest Fieta van. To model z kategorii premium. Przynajmniej, według przedstawicieli producenta. Jakby nie było, Ford B-Max to model, który ma kilka ciekawych rozwiązań. I choćby dlatego wart uwagi. Cena Forda B-Max? W Niemczech od 15 tys. euro.

Reklama


Moment krytyczny przychodzi w 2010 roku. To wtedy okazuje się, że gotowe już projekty nie odpowiadają wyobrażeniom decydentów Forda o tym, jak ma wyglądać nowy model. Decyzja: powrót na deski kreślarskie. I praca od początku.

Ford B-Max

Oto nowy Ford B-Max, źródło: ford.de

Muskularny mini C-Max

W rozmowie z brytyjską gazetą Auto Express Paul Thomas, jeden z szefów marketingu w Fordzie przyznaje, że zmiany były radykalne. – Chodziło o to, żeby stworzyć małego S-Maxa – mówi Thomas. Chyba się udało.

Ford B-Max ma wszystkie wyróżniki współczesnego Forda. Dynamiczną sylwetkę, ostre kanty, przedni grill w kształcie trapezu. I muskularne, mocne kształty. A do tego coś ekstra.

B-Max otwiera się

To coś to brak środkowego słupka. Wyeliminowanie tego elementu konstrukcyjnego i zastosowanie przesuwanych tylnych drzwi pozwoliło uzyskać wejście o szerokości 1,5 m. Do takiego auta trudno nie wsiąść!

nowy Ford B-Max

Bardzo szerokie drzwi, źródło: ford.de

Rozwiązanie to zastosowano już w 2009 roku w studyjnym modelu Iosis, jednak co innego auto pokazywane na salonach, co innego samochód, który bezpiecznie wozi pasażerów.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Martin Smith, szef zespołu inżynieryjnego, dla Sueddeutschezeitung: – Trzeba było najpierw przeprowadzić masę prób, ale w końcu udało się wypracować technologię pozwalającą zrezygnować z słupków środkowych.

Co ważniejsze, technologię zapewniającą bezpieczeństwo. Zamiast słupków zastosowano skomplikowany system wzmocnień ze stali niskostopowej. W razie wypadku pochłaniają energię zderzenia tworząc coś w rodzaju wirtualnego słupka środkowego.

Większy niż Fiesta, ale niewiele

Nowe rozwiązanie oparto o sprawdzoną płytę podłogową Forda Fiesty. B-Max ma nieco ponad 4 m długości i jest jedynie o 11 cm dłuższy od fordowskiego malucha. Od modelu C-Max jest natomiast o 32 cm krótszy.

Być może dlatego jest bardzo elastyczny w środku. Tylne siedzenie dzieli się w proporcji 60:40, a po złożeniu otrzymujemy płaską powierzchnię o długości 2,35 m. W sam raz na rower albo małą szafkę. Pasażerowie z tyłu siedzą o 11 cm wyżej niż kierowca i osoba obok. Dzięki temu mają lepszy widok do przodu.

Cztery litry na setkę

Także wśród silników czeka nowość. To jednostka napędowa o pojemności 1 litra zaprezentowana w 2010 roku w czasie salonu samochodowego w Pekinie. Ma trzycylindry i zadebiutuje na rynku właśnie w B-Maxie.

Najważniejsza cecha tego silnika? Zużycie paliwa – mniej niż cztery litry na 100 km. Dodatkowo będzie też można zamówić diesla o pojemność 1,6 l z serii Econetic.

Auto kategorii premium

Według Eriki Tsubaki, projektantki samochodu, B-Max ma być sprzedawany jako model Premium. Wnętrze ma kojarzyć się z czerwonym dywanem rozwijanym dla gwiazd. Atmosferę wyższej klasy mają podkreślać wysokiej jakości materiały użyte do wykończenia samochodu. Także izolacja dźwiękowa ma być taka, jak w droższych samochodach.

Ford B-Max

Czy się sprawdzi? źródło: ford.de

B-Max ma ponadto dach panoramiczny, a we wnętrzu może być zastosowana tapicerka ze skóry.

Od 15 tys. euro w górę

Ile będzie kosztować B-Max? W Wielkiej Brytanii produkowane w Rumunii auto ma mieć cenę w granicach 12-18 tys. funtów. Niewiele mniej od C-Maxa, którego ceny zaczynają się od 17,2 tys. funtów.

W Niemczech ceny mają zaczynać się od około 15 tys euro, jak informuje Focus Online. Roczna produkcja tego auta ma sięgnąć 150 tys. sztuk. Cena na rynek polski nie jest jeszcze znana.

Konkurencja:

W Polsce B-Max będzie pewnie konkurował z oplowską Merivą. Ta kosztuje minimum 58 tys. zł. Być może zagrozi też Mercedesowi Klasy A, który kosztuje co najmniej 78 tys. zł. Inni konkurenci to Kia Venga (42 tys. zł), Nissan Note (40 tys. zł), a także Toyota Verso-S (62 tys. zł) i… Ford C-Max. Ten ostatni kosztuje u nas co najmniej 65 tys. zł. Co oznacza, że za B-Maxa trzeba będzie pewnie zapłacić ponad 50 tys. zł.